Polskie morze zimą. Dębki, Łeba, Władysławowo, Gdańsk
by Adam · Published · Updated
Polskie morze zimą
Korzystając z faktu że mamy kilka dni wolnych ruszamy nad morze. Zapowiadają deszcz, ale co tam, z cukru nie jesteśmy.
Miało padać i pada, ale nie deszcz tylko śnieg.. i to sporo. Lepiej być nie mogło!
Na bazę wypadową wybraliśmy Dębki. Dlaczego Dębki? Zakochaliśmy się w tej małej miejscowości latem. Mało ludzi, zwłaszcza tych którzy przyjeżdżają nad może się nachlać i leżeć na plaży. Dużo ciekawych miejsc do spania na dziko, ale nie tym razem. Jest zima i jest zimno. A my śpimy w osobówce bez ogrzewania i tym razem nie sami, bo z psem 😉
W Dębkach zimą ludzi prawie wcale, ale jak już się kogoś spotka to można zamienić kilka zdań. Pusta zaśnieżona plaża, łódki rybackie. Jest gdzie łazić. Ujście Piaśnicy przy samym morzu szczególnie nie zmieniło swojego wyglądu względem tego lata, ale nadal warto tam iść i to zobaczyć. Ciekawy widok jest za to z mostku nad Piaśnicą, gdzie widok przysłaniają białe od śniegu drzewa.
Baza wypadowa - Dąbki
Nie, nie dlatego że to taka wiocha że ciężko w takich warunkach z niej wyjechać.. chociaż to prawda, nawet właściciel apartamentu zostawił na miejscu klucze wcześniej żeby nie musiał nam ich przywozić w taką pogodę. Założenie było takie żeby było bez ludzi, i żeby było gdzie zjeść. W Dębkach w czasie zimy, co ciekawe są otwarte dwa miejsca. Jedno z domowymi obiadami w którym nigdy nie byliśmy i restauracja “chyba ryba”, tak się nazywa, nie że nie jestem pewny ;). Ta restauracja latem przypadła nam do gustu, więc nie potrzeba nam nic więcej. W pierwszy dzień śnieżyca dowaliła najbardziej i wszystko było nie czynne. Więc na jedzenie wybraliśmy się do Władka. I tu zbliżamy się do trzeciego argumentu, dlaczego Dębki. Bo jest blisko do Władysławowa, do Łeby oraz w naszym przypadku też do Gdańska bo mamy go po drodze do domu.
Co zobaczyć w Dębkach ?
Kaplica Księży Zmartwychwstańców pw. Matki Boskiej Częstochowskiej z lat 1934–1935. Charakteryzując się elementami tradycyjnej architektury kaszubskiej, budynek odwołuje się do lokalnych wzorców. Wnętrze, choć skromne, wyróżnia się konsekwentnym wykorzystaniem drewna, które znalazło swoje miejsce zarówno w rzeźbionej drodze krzyżowej, jak i w płaskorzeźbie Matki Boskiej Morza.
Chata rybacka z końca XVIII – W 1921 roku nabyta przez Bronisława Niklewskiego, profesora Akademii Rolniczej w Poznaniu, i przekształcona w dom letniskowy. Początkowo zbudowany jako konstrukcja szkieletowa wypełniona gliną, obecnie budynek został obmurowany cegłą i otynkowany. Do dzisiaj posiadłość pozostaje w rękach córki Bronisława Niklewskiego.
Rybaczówka – Znajduję się przy głównym wejściu na plażę nr. 19. To nowoczesne centrum obsługi przystani rybackiej, gdzie rybacy zajmują się naprawą łodzi, sieci i przechowywaniem sprzętu do połowu ryb. Tuż obok można rano nabyć świeżo złowione dorsze, flądry i inne ryby typowe dla Bałtyku. Kompleks ten zawiera także punkt widokowy z wieżą widokową o wysokości 20 metrów, dostępną dla turystów.
Ruiny strażnicy straży granicznej – Mała, murowana, niegdyś na otwartej przestrzeni. Teraz Ciężko to sobie wyobrazić ponieważ otaczają ją drzewa.
Słupek granicy polsko-niemieckiej 1920-1939r. – Obecnie zrekonstruowany słupek nr 1 ustawiony jest przy ujściu Piaśnicy. Oryginalne słupki można zobaczyć w skansenie w Nadolu. Oryginalny granitowy słupek nr. 1 stał na wydmie, około 200 m na zachód od ujścia rzeki. Nosił napis “Versallies” i datę 28.6.1919 r. oraz litery P i D wskazujące granicę państwa. W roku 1939 słupki zostały przewrócone i zniszczone przez wkraczające do Polski wojska niemieckie.
Ujście Piaśnicy – Ujście rzeki Piaśnicy znajduję się na obszarze Nadmorskiego Parku Krajobrazowego przy wejściu na plażę nr 24. Piaśnica ma swoje źródła w okolicach Kartuz i ma długość około 93 km.
Władysławowo - jedziemy na kebaba
Jak wspomniałem ,dzień pierwszy w Dębkach, wszystko zamknięte, więc ruszyliśmy do Władka. Pewnie w sezonie letnim na kebaba we Władku byśmy się nie zdecydowali, ale zimą.. raczej nikt kiepskich kebabów dla turystów nie klepie. Pokręciliśmy się trochę w okolicach Hellerówki, później neonu “Władysławowo”, pochodziliśmy po parku im. Hieronima Derdowskiego który wieczorem jest fajnie oświetlony czerwonymi i niebieskimi neonami. Spacerowaliśmy też w okolicach domu rybaka oraz schodami w dół koło estrady gdzie aktualnie rozstawione było lodowisko. Za wiele czasu tam nie spędziliśmy, ale myślę że jak na to co oferuje, wystarczająco. aha.. kebab był całkiem nie zły. Jak będziecie mieli chęć to polecamy “BD Star Kebab”.
Jakby ktoś nie wiedział co to Hellerówka – Willa, którą obecnie zajmuje Oddział Muzeum Ziemi Puckiej im. Floriana Ceynowy, została wzniesiona w roku 1922 i była własnością gen. Józefa Hallera oraz jego rodziny. Działkę pod budowę willi przekazał pułkownik Henryk Bagiński, który nabył teren od lokalnego mieszkańca Wielkiej Wsi, Leona Torlińskiego.
Dom rybaka – Wzniesiony w okresie od 1953 do 1957 roku, w duchu socrealizmu, początkowo jako hotel dla rybaków, obiekt ten obecnie pełni funkcję siedziby Urzędu Miejskiego. Na pierwszym piętrze zachęcają do odwiedzenia dwie fascynujące wystawy: jedna poświęcona rękodziełu kaszubskiemu, a druga prezentująca przemiany, jakie zaszły w Władysławowie od wczoraj do dziś. Dominująca nad budynkiem wieża Domu Rybaka, stanowiąca jego charakterystyczną cechę, zapewnia nie tylko doskonały punkt orientacyjny, ale także widoki na panoramę miasta.
Łeba
No jest tu ładniej niż we Władysławowie, nie da się ukryć. Zaryzykowałbym że w porze zimowej jest tu może nawet ciekawiej niż latem? Pod warunkiem że jest śnieg oczywiście. Port rybacki wygląda obłędnie, zwłaszcza wieczorem. Śnieg, lód, łodzie rybackie i delikatne ciepłe światło latarni motywują do robienia zdjęć. Mimo że ręce marzną. W Łebie w odróżnieniu od Dębek, a nawet Władysławowa wybór restauracji jest większy. Latem nie przeszkadza nam żeby chwycić rękę jakąś bułę czy zrobić coś samemu, ale zimą trzeba się ogrzać. Zwłaszcza że musimy zadbać też o komfort naszego pupila, który ku naszemu zdziwieniu i tak ochoczo zwiedza niuchając wszystko co się da. Co do restauracji i pieska, nie było problemu żeby wejść z Dori do środka, co więcej Dori nie była tam jednym psiakiem. Na obiad trafiliśmy do “Tam gdzie zawsze” i znowu udało nam się trafić dobrze. Szczerze polecamy, a zwłaszcza Filet z dorsza Royal Greenland… Co za sos!
Gdzie warto połazić ? Na pewno w porcie, warto też przejść się na falochron. Oczywiście można też zajrzeć na plażę! Chodzenie po mieście raczej bym sobie odpuścił, raczej nic ciekawego.
Wracamy do domu, po drodze wpadamy do Gdańska
Gdańsk to niestety najsłabszy punkt naszej wycieczki. Całe szczęście założyliśmy że nie będziemy tu długo. Oczywiście Gdańsk to piękne miasto, ale tym razem nie robi takiego wrażenia. To po prostu duże miasto, nie widać już tak śniegu bo chodniki i ulice są odśnieżone i wysypane solą. Dużo ludzi i remonty nad Motławą niestety przeszkadzały w zwiedzaniu. Jemy i spadamy, tym razem kuchnia koreańska. W “AiChi Gotuje” Dori również była mile widziana. Lokal prowadzi, albo prowadzą młode zaangażowane dziewczyny z ich lokalną kuchnią. Same dania bardzo smaczne, ale kilka rzeczy jak na przykład herbata ekspresowa w papierowym kubeczku czy plastikowe sztućce na stoliku bez wątpienia do zmiany. Tak czy siak polecamy, mamy nadzieję że będą dalej się rozwijać. Co do samego Gdańska, na pewno wpadniemy tu kiedyś latem i przedstawimy go w dużo lepszym świetle.
Czy warto wybrać się zimą nad morze?
Jasne! Zimą nad morzem czeka wyjątkowy klimat, który warto doświadczyć. Białe plaże pokryte śniegiem to niezapomniany widok – wyglądają jak z innego świata. Wejścia na plaże z nawianym śniegiem po pas robią niesamowite wrażenie i dodają surowego uroku zimowym spacerom. Dodatkowo, zimą nad morzem jest mniej turystów, co sprzyja spokojowi i relaksowi w harmonii z naturą. To doskonały czas, by poczuć nadmorską ciszę i orzeźwiające, zimne powietrze.






